Poranny autobus
Kilka lat temu dojeżdżałem na sobotnie wykłady na uczelnię. Z racji tego, że miałem dość daleko, a połączenia nie były najlepsze, na autobus wychodziłem po piątej rano. Szybko zorientowałem się czego jestem świadkiem w czasie tych przejazdów autobusem. Oto wracała młodzież z całonocnej dyskoteki. Na moich oczach nastolatkowie dzielili się tabletkami i woreczkami, które jeszcze pozostały im z „radosnej imprezy”.
Być może należało jakoś zareagować, ale doświadczenie uczy, że nie miało to większego sensu. Proceder powtarzał się co tydzień. Miałem to zgłosić na policję? Powiedzieć, że w autobusie szerzy się narkomania? Znając realia, byłbym pierwszym podejrzanym. Już dawno przekonałem się jak reaguje policja. Jeśli szukać winnych znieczulicy społecznej, to właśnie na policyjnych posterunkach. Pomoc narkomanom sprowadza się do głośnych akcji, a nadgorliwi obywatele są raczej niemile widziani. Dziś każdy wie, że nie ma dużych dyskotek bez narkotyków. Czy coś się z tym robi? Leczenie narkomanów to leczenie zaawansowanych objawów, a nie przyczyn. Szkoda tylko rodziców, którzy często nie zdają sobie sprawy, co naprawdę robią ich dzieci.
A ja? Już nie jeżdżę tym autobusem, co nie znaczy, że jestem bardziej spokojny. Jedynie bezradny.

